Centrum blog

Wózek

Autor: Zachar Kozij, fizjoterapeuta

Yuriy Bashchuk photography (www.bashchuk.com)

Pamiętam swój pierwszy dzień pracy w centrum rehabilitacyjnym dla dzieci ze specjalnymi potrzebami. Przyjechałem do pracy wcześnie rano, bo bałem się spóźnić. Patrzę, a tu wszyscy gdzieś się wybierają. Wiedziałem, że pracownicy centrum rehabilitacyjnego często zabierają dzieci na różne imprezy, do różnych ciekawych miejsc: albo wszyscy jadą do źródła, albo na spacer do parku, albo idą do kina, teatru czy na przedstawienie teatralne. Nie miałem zielonego pojęcia, gdzie pojedziemy tym razem. Każdy chyba wie, jak to jest, gdy jesteś pierwszy dzień w pracy… Byłem niby w swojej „skorupie”, ponieważ nikogo jeszcze nie znałem. Później dowiedziałem się, że jedziemy do źródła we wsi Rakowiec. Ja pomogłem kierowcom załadować wózki do samochodu. Wszyscy wsiedli do samochodów, u mnie na kolanach siedział trzyletni chłopiec. Pojechaliśmy…
Ponieważ w trakcie jazdy samochód kołysze się w boki, dlatego na wszystkich załadowanych do samochodu wózkach zaciąga się zwykle hamulce postojowe, aby zapobiec ich samowolnemu ruszeniu z miejsca. Przyjechaliśmy więc do Rakowca. Wszyscy rozebrali swoje wózki. Kobiety wzięły za ręce dzieci, które mogły się poruszać same oraz wózki z dużymi kołami, które są łatwiejsze w obsłudze. Pewna pani mówi do mnie: „Proszę Pana, proszę wziąć ten wózek, ponieważ jego małe koła nie pozwalają na łatwe manewrowanie, tym bardziej na takiej drodze jak ta.” „W porządku” – powiedziałem ja. W wózku siedział chłopiec o znacznym stopniu niepełnosprawności. Wziąłem wózek i zacząłem go pchać do przodu, tym czasem dziecko siedziało cicho i nic nie mówiło. Ja nie wiem jak prawidłowo się zachowywać, więc mówię do dziecka: „No, jedziemy!” A jak jechać, gdy wózek nie jedzie? Pcham go do przodu, ale marnie… Każdy, kto przechodził obok, pytał mnie „czy wszystko w porządku”, na co, oczywiście, odpowiadałem, że „tak”. Ale tak naprawdę było mi bardzo trudno. Pchałem, ciągnąłem ten wózek po drodze, po kamieniach, w kurzu. I tu nagle ktoś mówi: ”Dawaj ci pomogę”. Odpowiadam: „Nie, to zbyteczne, sam dam radę”. Wszyscy już dotarli do źródła, wózki postawiono wokół źródła, dzieciom rozpięto paski, one się śmieją… A ja dalej ciągnę ten wózek i wszyscy na mnie patrzą. Kiedy dotarłem z wózkiem do źródła, jeden z pracowników centrum podchodzi do mojego wózka, odblokowuje nogą hamulec i mówi: „Na wózku był zaciągnięty hamulec” Na co powiedziałem: „Aha…dziękuję, rozumiem”. Ale pomyślałem sobie: „Durniu, tak długo ciągnąłeś, pchałeś wózek, który po prostu miał zaciągnięty hamulec. Przecież pytano mnie, czy potrzebuję pomocy, ale zawsze odpowiadałem, że samodzielnie dam radę!” Odblokowanie hamulca ułatwiłoby mi pracę w 50 razy! Oprócz tego, że wózek był ciężki, na dodatek jego koła prawie się nie obracały! Wyciągnąłem dziecko z wózka, pochlapałem je trochę wodą i odetchnąłem z ulgą. Myślę sobie: „Droga powrotna będzie już lżejsza”. No i rzeczywiście tak było, ponieważ koła wózka już się obracały normalnie.
Ja często obserwuję, jak rodzice, którzy mają dzieci ze specjalnymi potrzebami, rezygnują z pomocy innych. Rodzice czasem robią wszystko sami, tym samym utrudniając sobie życie. Na przykład, gdy istnieje możliwość wybrać dla dziecka dobry wózek, który będzie mocniejszy i będzie miał większe koła, rodzice z tego rezygnują, ponieważ jest to specjalistyczny wózek. Tłumacząc się rodzice mówią, że ludzie będą bardziej zwracali uwagę na taki wózek i na dziecko, które będzie w nim siedziało, ponieważ to dziecko jest inne, nie takie jak pozostałe dzieci. Z tego powodu rodzice często wybierają dla swoich dzieci zwykłe wózki, które nie są wygodne, w których dziecko nieprawidłowo siedzi i którymi jest trudno manipulować w czasie jazdy. Gdy w wózku siedzi małe dziecko, zawsze ktoś pomoże wnieść wózek do domu, natomiast, gdy idzie matka z wózkiem, ale siedzi w nim niepełnosprawne dziecko, które jest o wiele cięższe i większe, ona zwykle rezygnuje z czyjejkolwiek pomocy i stara się wszystko zrobić sama, nie chcąc aby ktoś widział jej dziecko. Są również rodzice, którym jest wszystko jedno, że specjalistyczny wózek przykuwa do siebie uwagę innych. Co prawda, takich rodziców jest o wiele mniej. Należy zaznaczyć, że rodzice, którzy zdecydowali się i wybrali w końcu dla swojego dziecka specjalistyczny wózek, potem mówią: „Wow, super, jaki on jest łatwy w manewrowaniu, jak łatwo jest nim wjeżdżać na krawężnik!”
Jako fizjoterapeuta mogę powiedzieć, że dziecko trzeba wozić tylko w wózku specjalistycznym, ponieważ ono powinno siedzieć w prawidłowej pozycji. Moim zdaniem, rodzice nie powinni się wstydzić swoich niepełnosprawnych dzieci, ponieważ takie dzieci są, i nie da się przed tym uciec. Takie dzieci są wokół nas. To, jak te dzieci postrzegane są przez innych, jest już w mniejszym stopniu ważne, są to już nasze problemy. Są to problemy ludzi, którzy nie potrafią tego odebrać lub nie wiedzą, jak to zrobić.
Jeśli ktoś proponuje pomoc, której naprawdę nie potrzebujesz, to lepiej po prostu podziękować i powiedzieć: „Nie jest to trudne. Wszystko w porządku. Dajemy sobie radę”. Jednak w sytuacji, gdy proponowana pomoc naprawdę by się przydała, to lepiej z niej nie rezygnować. I jeszcze: dlaczego czasem jesteśmy tak dumni, że nie możemy sami poprosić o pomoc, gdy jej potrzebujemy? Jeśli widzisz, że człowiek patrzy w twoją stronę i być może chciałby ci pomoc, ale nie wie jak o tym powiedzieć, najlepiej zapytać go: „Czy mógłbyś mi pomoc?” Jestem pewien, że odpowiedzią, którą usłyszysz, będzie: „Tak, chętnie”.

Dodaj komentarz